Ojj, ja miałem bardzo fajną przygodę ostatnio z fajką wodną.. Znaczy to nie było fajne.. A więc pewnego dnia wraz z znajomymi palimy sobie chwilę fajkę. Niestety pech tak chciał ,że tytoń się przypalił po chwili mimo założonego pierścienia.. Palony na węglach samorozpalających ,które nie są aż takie cudne. Lepiej już czasami pobawić w rozpalanie kokosów. No dobra tak więc postanowiłem rozpalić jeszcze raz dolewając pół na pół mleka z wodą. Okey , nalałem przyszedłem do kolegów.. Odechciało nam się rozpalać drugi raz. No to zostawiliśmy fajkę wyszliśmy na dwór. No i tak po powrocie nie wymyłem tego dzbana .. Minęły dwa dni. Postanowiłem umyć w końcu, bo jak tak można robić. No to pod zlew i sruu z tą papką z dzbana. Smród, fuuj masakra. No to myje, myje.. Mydło ,żeby zabić zapach.. No i umyta.. No ale oczywiście musiałem tak zrobić ,że wlałem wrzątek.. Gdzie było słychać takie chrupnięcie. Gdzie się zdziwiłem i przestałem lać. A przed tym mówiłem sobie mam nadzieje ,że nie pęknie. Powinno wytrzymać. No i wytrzymało ,że denko urwało.. Teraz mam dzban bez denka.. Pączek bez nadzienia. Bo fajka typu pączek. No i tak się śmieją ze mnie.. ;D
Dopiero zaczynam swoją „przygodę” z fajką wodną ,lecz myślę nad wybraniem się razem z nią w góry. Wejść na coś ,zdobyć jakiś szczyt ,po takim wysiłku wielką przyjemnością była by właśnie fajka wodna… mam nadzieje na szybkie wdrożenie mojego pomysłu w życie. pozdrawiam JOHN
Hmm miałem podobną sytuację kupiłem pierwszą fajkę. Oczywiście nie obyło się od komentarzy rodziców typu : Jesteś ćpunem. Nie będziemy jeździć z Toba po odwykach .. Jednak dzięki filmikom pihonta i wszechwiedzącą Wikipedią namówiłem rodziców na zakup fajeczki. Oczywiście fajeczką doszła ekspresowo więc zaraz po odpakowaniu przesyłki zacząłem rozpalać shishe. Ku mojemu zdziwieniu odpaliłem ją i moja babcia wpadła do pokoju i zamiast komentarzy w stylu wyrzuć to świństwo przez okno podeszła i wzięła solidnego bucha. Fajeczka była eksploatowana solidnie przez kilka dni. Wwyniku mojego lenistwa stała na szafce jakiś tydzień zalana wodą. Myślę sobie, a ruszę dupe i umyję ją wreszcie. Na wewnętrznej stronie dzbana miałem pełno farfocli. Nie dało się dojśc szczotką więc myślę zaleję wrzątkiem i po sprawie. Jednak nauczony oglądanie wieeeelu filmików na yt związanych z fajką myslę : ogrzeję dzban ciepła wodą więc jak wleje wrzatek to nic sie nie stanie. Problem w tym że się stało. Dziura w dzbanie jakby pihont postrzelił go ze swojego G36C z testu cybuchów Babcia była świadkiem tych wydarzeń. Po godzinie wchodzi do mnie do pokoju i mówi: Fajna ta Twoja lampa czy co to jest. Jak chcesz to ci kupię nową pod warunkiem że pomożesz mi posprzątać w piwnicy. Po 3 godzinach piwnica błyszczała a w drodze do mnie była fajeczka aladina z serii evo starą natomiast poobklejałem tasmą i zabieram ją czasem na dzikie eskapady w trudny teren fajeczka ledwo zipie ale przynajmniej nie będzie mi jej tak strasznie szkoda jak rozleci się do reszty. W ten sposób stałem się posiadaczem super fajeczki Aladin Evo, na dodatek mam fajeczkę zapasową, porządek w piwnicy, 50 zł za złom z piwnicy i miłość babci którą trudno było do tej pory sobie zaskarbić. Nigdy nei przypuszczałem że shisha potrafi tak pozytywnie zadziałać na człowieka pozdrawiam wszystkich shishomaniaków oraz Ciebie pihoncie – mistrzu tej sztuki, którą mnie cholernie zaraziłeś
Obecnie nie palę nic. Zainwestowałem w nammora i obecnie brak funduszy na tytoń/melasę. Zazwyczaj palę to co jest na stanie. Głownie melasy gdyż taniej to wychodzi. Chyba że kumpel kupuje bardziej hurtowo to wtedy bierzemy jakieś dobre tytonie pamiętam jak kiedyś wpajałem rodzicom kit, że w shishy smaży się suszone owoce nasączone glieryną na szczęście już nic nie muszę im tłumaczyć teraz mam ochotę przetestować te kamyczki Shiazo więc gdybym wygrał elementsa to napewno zainwestuje ostatni grosz w te kamyczki pozdrawiam
Mi jedyne co ciekawszego sie przytrafilo to podobna historia do Tadeo, tyle, ze ja nie mylem mojej aladinowskiej fajki przez 2 tygodnie. Z dzbana (ktory zostal potraktowany pozniej wrzatkiem przez co odpadlo dno) wysypalem twarozek a podczas mycia reszty z korpusu wyplynela mucha.
A o reszcie historii takich jak potluczone cybuchy, dzbany i przypalone dywany nie ma ci sie rozpisywac, bo te opowiesci wszyscy juz znaja.
Czy ja wiem czy to śmieszne, ale warto się pokusić o taki konkursik, bo melaski drogą nie chodzą ( do recenzji się nadadzą )
Wycieczka szkolna, a jak wycieczka no to musi być i fajka. Cała klasa ostra ściepa na tytonie, aby było co dymić. Ja załatwiam fajurkę, węgielki i inne rzeczy niezbędne do ” zachmurzenia ” podczas wypadu. Bazarówka od kolegi, jakieś samorozpałki i sitko. Czyli atrybuty ” prawdziwego ” shishomaniaka. Wszyscy ostro zajarani, więc już w pociągu obwąchujemy cieknące opakowania Fanty. Orgia zapachu. Dojazd na miejsce i od razu ostra kampa na fajkę, żeby Pani nie robiła jazdy, że palimy jakieś zioło czy inny syf. Shisha rozłożona, węgielki pochowane, a melaski już rozniosły piękne aromaty na cały ośrodek, w którym mieliśmy przyjemność spędzić czas. Jeszcze lecimy tylko wieczorkiem na granice po czeskie piwko i już cała ” ekipa ” nie może się doczekać wieczornych cumulusów.
Wieczorna pora. Wszystko już załatwione nic tylko usiąść na łóżkach, na środek pokoju postawić szafeczkę, na której będzie stała fajka i rozpalić jednen z tytoni. Każdy ocenia co chce zapalić zaczynamy od Cinnaminta. Pięć zapalniczek już ” lata ” wokoło samorozpałki i czuć tą ” przepiękną ” woń. Węgielek ląduje na sitku ( polowe warunki ) i zaczynamy… Ahh.
Social poszedł szybko, więc wszyscy proponują kolejną melaskę. Tym razem do cybuszka trafia Fanta Cuban Mojito. Kolejna wspaniała sesja w gronie znajomych z klasy, oraz piękne białe dymy tworzą ” chill outową ” atmosferę. Nagle słyszymy kroki z korytarza. Już koniec, zaraz wpadnie wychowawczyni i posądzi nas o narkotyzowanie się. Cały alkohol szybko znika w gardłach, bądź pod kołdrami. Tylko kurde co tu zrobić z shishą?! Drzwi powoli zaczynają się uchylać, a cała grupa jedbym ruchem staje na baczność w rządku, tak, aby nie było widać małej bazarówki. Gdy tylko nauczycielka wlatuje na nasz ” slot ” od razu spada na nas grad pytań.
- Co tu tak szaro?
- Co tu tak duszno?
- Czemu nie otworzycie okna?
W powietrzu oprócz dymu unosi się charakterystyczna ” woń ” przypału. Pani pyta się nas co tam chowamy. No to już po zabawie, całe zapasy przeznaczone na wycieczke zostaną zagarniętę przez wychowawczynie. Lekko się rozchodzimy ukazując Pani naszą ” niespodziankę ” oczekując w ciszy na opiernicz.
Pani na nas wielkie oczy…
- Kogo to? – Pyta.
Przecież nie będę zwalał na kumpli, więc niechętnie podnoszę rękę.
- Twoja? Z domu wziąłeś?
- Tak Pani profesor – odpowiadam gotowy na atak szału ze strony nauczycielki.
Nagle stało się coś, czego nigdy po naszej Pani byśmy się nie spodziewali. Siada na łóżku, łapie za wąż i mając jeszcze dym w płucach mówi:
- Wy jeszcze siedzicie?
Wszyscy gały jak 5 złotych, że co, że jak… Siadamy jednak z Panią. Pani pyta się co za smak, skąd mam melaski itd. Okazało się, że przez dłuższą cześć swojego życia paliła papierosy, choć z fajką wodną też miała doczynienia. Mówi, że bardzo jej smakuje, ale musi już iść się przekimać i prosi o to, abyśmy nie przesadzili i za dużo nie spalili.
Dla podsumowania tej nocy ( która trwała jeszcze bardzo długo ) rozpaliliśmy Adiosa.
Witam
Pihont wrócił hohohoho i to jeszcze z nagrodami jak fajnie:)
Kiedyś już udało mi się od Ciebie zgarnąć węgle KING NARGILLE które bardzoooo polecam, może tym razem również się uda załapać na gratkę od pihonta.
A wiec historyjka:
Będąc na mojej działce, gdzie palenie shishy przy ćwierkaniu ptaszków oraz szumu wiatru jest czysta przyjemnością, rozpalaliśmy węgle. Wegle które oczywiście dostałem od przyjaciela pihonta. Zawsze rozpalaliśmy je metoda która pokazałeś kiedyś na filmiku: dwa druciki, komin i rozpałka. Niestety… rozpałka się skończyła, a nie mieliśmy nic prócz zapałek. Jak ze nieszczęśliwe nasze dusze były… Do sklepu daleko, po piwku wypite co teraz? Po dłuższej konwersacji doszliśmy do wniosku iz musimy włączyć instynkt pierwotnego człowieka. W lesie który rozciąga się dookoła działek znaleźliśmy drewno, mniejsze gałązki oraz korę brzozy. Bo jak nas uczono w harcerstwie – „kora brzozy jest jedna z najlepszych, dostępnych w lesie rozpałek”. Rozpaliliśmy ognisko i wrzuciliśmy do niego węgle. Nadeszła pora na tak długo oczekiwane palenie. Ale byl jeden problem… duży problem… Zapomniałem spakować melasy do torby…
I tak oto obeszliśmy się smakiem w ten jakże piękny niedzielny wieczór.
jak to się powiada „Wysoki jak brzoza, głupi jak KOZA”
Największa przygoda póki co z fajką wodną ? Ciężko wybrać tą jedyną więc opiszę dwie chyba najciekawsze. Wakacje. Turcja. Jak wiadomo kraj co Sziszą powinien stać , a tu nie do końca , jako że nie zabrałem swojego Gońca , a sziszę i Serbetli chciało sie palić postanowiłem znaleźć jakiegoś Turka z fajką. Proste to co prawda nie było , ale o dziwo okazało się że nie potrafi on jej rozpalić ( a prowadził bar z sziszami ) połozył melasę na folie i myśli że gitara. Dopiero po próbach dogadania się po angielsku i wytłumacznie jak to się powinno zrobić załapał
Kolejna historia to kupno nowego cybucha. Jako że stary w dziwnych okolicznościach pękł posytanowiliśmy z kolegą zamówić z Aladina nowy Vortex. Przychodzimy do niego do domu , awizo w dzwiach , patrzymy na zegarek , był kilka minut temu. Jako że nie paliliśmy już od dawna rzuciliśmy się biegiem za kurierem i nie wiem jakim cudem się udało – przyjemność z palenia niesamowita
Jakieś 2 lata temu kolega miał osiemnastkę wiec jak to na takie okazje była impreza.Bez shishy by się oczywiście nie obyło.Po „lekkim” drinkowaniu trzeba było rozpalić fajkę. Żeby szybciej było to używane były węgielki samorozpalające. Ktoś nie pojęty o shishy wziął się za rozpalanie (do dziś nikt się nie przyznał) i zamiast dać melasę dał węgielek pod folie i na folie drugi x].Palenie było takie ekonomiczne ze strony melasy. Melasa która miała być w cybuchu kiepsko dymiła w poprzednich paleniach, a węgle też troszkę dymiły to nikt nic nie mówił tylko smak nie pasował ale kto na to patrzył na zabawie.Impreza skończyła się rzyganiem ze strony palących;]
No cóż może moja Historia jest na temat ogólnofajkowy – bo tak się złożyło że mając 18 lat dostałem swoją pierwszą fajeczkę (wcale nie najgorszą Aladin Fire M 58 cm – fajna przepustowość (wystarczająca) plus do tego całkiem całkiem wygląd) no ale wracam do Historii właściwej – w przeciągu tego roku zrobiło się prawojazdy oraz przeszło „kwalifikacje wojskową” czyli droga do WKU . Jako że mam astmę w 18 lat ostatni raz badano mnie spirometrem z Szpitala Dziecięcego – no i pani doktor powiedziała „no nawet ładna ta twoja wydajność na poziomie 78% to bardzo dużo (przy fakcie że było 58%)” oczywiście przeciwskazania do palenia papierosów. no ale już przedtem czytałem o fajce i wiedziałem jako tako że nie jest takie to szkodliwe jak krzykacze mówią. W każdym bądź razie na komisji wosjkowej powiedziałem że mam Astmę i skierowali mnie na spirometr ( już wtedy paliłem fajeczkę wodną prawie rok i to dosyć regularnie) – jakie było moje zdziwienie że pani doktor mi powiedziała „jakim cudem może mieć pan astmę skoro ma pan zdrowe płuca – a na pewno zdrowsze od większości ludzi (Wydolność stała na poziomie prawie 90% 0o) dostałem kategorię A – a ja do dziś chodzę zdziwiony ile może dać takie zwykłe ciąganie z fajeczki ;d (ps. Teraz nie paliłem od roku i czuć brak płuc ;d )
Najwięszka przygoda? To chyba podczas jednej z imprez u znajomych gdy przyniosłem swoją Kaye pn630 , rozpalilem fantasie i usiadłem w pokoju z grupką znajomych aby rozkoszować się tym co najlepsze i puszczać kółeczka w nieskończoność! W pewnym momencie do pokoju przyszło kilka ładnych i ciekawych dziewczyn, które też chetnei sie dosiadly aby z nami palić, tak streszczając z jedną wyjątkowo dobrze mi sie rozmwaialo, byla zabwana, atrakcyjna, bystra i miala ten blysk w oku, mogę szczerze pwiedziedziec ze to dzieki mojej shishy ktora ją oszlolomila poniewaz ola strasznie lubila palic shishe bylem z nią ponad pół roku, niestety, przeprowadzka pokrzyżowala plany ;/ Ale są to najmilsze chwile spędzone z moja shisha i moją Olą
Mała anegdota a propos fajki. Jakieś dwa lata temu, wybraliśmy się z grupką znajomych na Słowację na sylwestra. Wynajęliśmy cały domek jako że było nas około 15 osób. Oczywiście nie mogło zabraknąć mojego zeusa wraz z zestawem kilku smaczków starbuzza, serbetli i abira. Co wieczór, po nartach i innych atrakcjach, w towarzystwie trunków słabszych lub mocniejszych, raczyliśmy się fajeczką. Jako że miałem najdłuższy staż z fajką spośród całego towarzystwa, postanowiłem pokazać kilka ciekawych rzeczy początkującym palaczom fajki Zaczęło się od wpuszczania przez słomkę dymu do szklanek z piwem. Wychodziła bardzo fajna pianka Później zaczęliśmy puszczać dymne bańki przez słomkę, a że niestety zbyt duże nie wychodziły, wtedy zmieniliśmy trochę kaliber. Słomki zostały zamienione na rurki po papierze toaletowym, co dało dużo większe bańki. Ale najlepsza akcja wydarzyła się później… Po skończonym paleniu, i całej zabawie z bańkami, już trochę znieczuleni, wzięliśmy się za sprzątanie. Jedna z dziewczyn wzięła się za mycie talerzyków, szklanek itp. A że była trochę wcięta, to z rozpędu, złapała się za rurki z papieru, którymi puszczaliśmy bańki. Leżały one lekko mokre, przeznaczone do wyrzucenia, ta wzięła rurki, opłukała położyła na suszarce razem z naczyniami Gdy to zobaczyliśmy, płakaliśmy tam ze śmiechu dobre pół godziny Tłumaczenie koleżanki było mniej więcej takie: „umyłam bo chciałam żeby były czyste na jutro”
Co do historyjek z fajką wodną, wybraliśmy się z kumplami do baru rockowego. Było nas tam sześciu chłopa i ‘przypadkiem’ wziąłem ze sobą mojego gońca z namorem . Były wolne dwie kanapy, no to się rozsiedliśmy i zaczęliśmy rozkładać powoli wszystko i przygotowywać się do palenia, ale…okazało się, że wiele osób zauważyło to, iż kłęby dymu unoszące się z naszego stolika to nie zwykłe fajki. Barman też podszedł wraz ze swoją koleżanką/dziewczyną, nie wiem dokładnie, ale mniejsza…no więc dookola nas zrobiła się dosyć spora grupka ludzi podziwiających tricki dymne. Zapytałem mojego przyjaciela, czy chcemy robić zawody w robieniu kółek, chętnych było nie miara dużo, ktoś zglosił się, no i ciągnie, ciągnie, nagle zamyślił się i dotknął węgielka (nie braliśmy ze sobą kominu), tak zaczął gościu kasłać, że okazało się, iż przy którymś z wydanego przez niego krzyku, wypuścił dwa kułeczka nosem, wszyscy tak ryliśmy z niego no i oczywiście byliśmy zachwyceni jego umiejętnościami. Owy delikwent wygrał konkurs a wszyscy wyszli z przecudownymi minami i wspomnieniami, jak to Darek poparzony puszczał kółka nosem
Hmmm. To moze zaczne od pierwszej przygody z shishą. Wiec kupilismy koledze fajke na 18 urodziny, oczywiscie bardzo oryginalny prezent jak na 18 ;D, do tego jakis tyton i wegielki. Nasze umiejetnosci rozpalania byly, hmmm, chyba kazdy wie jakie. Jedyne co moglismy o tym powiedziec to ze to shisha. Po kilku godzinach imprezy postanowilismy rozpalic fajke. Oczywiscie rozpalilismy wegielek, nabilismy tytoniu (do pelna, upchniety ), i nanalismy wody. Nikt nie powiedzial ile wody nalac wiec wlalem tak na oko. Tyton spalil sie w kilka minut, od poczatku byl bardzo ostry i gryzacy smak. Co sie okazalo? Okazalo sie ze wody wlalem tyle ze bylo troche na dnie, a rurka w dzbanie byla nad woda i z fajki wodnej, jak sama nazwa mowi WODNEJ, byla chyba powietrzna, nie polecam ;]. Do tej pory pamietam ten smak xD.
Oczywiscie przekonalem sie do tego po kilku paleniach w innych miejscach.
Moje najlepsze były początki palenia Shishy.
Miałem ochotę sobie zajarać złożyłem fajkę, naszykowałem wszystko co potrzebne.Nabity cybuch czas na rozpalanie,rozpalam sobie i już na samym początku się nawdychałem tego dymu z węgla od tamtej pory powiedziałem sobie że nie kupię już węgla samorozpalającego się. Rozpalam sobie fajkę już się rozpaliło miło się jara po jakimś czacie poczułem się tak jak bym jarał jakieś zielsko zaczyna się kręcić w głowie ale to nic jaram sobie dalej po jakimś czasie coś tak zaczyna walić porządnie a to były początki mojego palenia fajki wodnej więc myślałem że tak musi być,a później się okazało że tytoń zaczął się jarać w ustach czuć było taki dym jak z komina.
Poleciłem znajomym twoją stronkę fajkawoda.com
Dodałem linka z twoim filmikiem na nk ludzie ogladaja i wchodzą,piszą mi że masz ciekawe filmiki będą często wpadać do ciebie na stronkę.
Pierwsza fajkę kupiłem miesiąc temu. Gdy pierwszy raz zapaliłem to strasznie gryzł mnie tytoń w gardło. Nie wiedziałem jak rozpalić węgle. Fajka jest dobra na stres, bardzo fajnie spisuje się na imprezkach lubię usiąść ze znajomymi i zapalić fajkę wodną.
Z ciekawych historii pamiętam jedną która dość specyficznie utkwiła mi w mózgownicy
Otóż w piękne słoneczne wakacje będąc w pracy na pomorzu, mieszkaliśmy sobie w trójkę, jako pracownicy pewnej firmy w przyczepie kempingowej
Piękna polanka, zielona trawka, za górą jakieś 50 metrów dalej jeziorko.
Więc po 12 godzinnej harówie, wieczorem postanowiliśmy sobie jak co dzień zrobić grilla i zapalić fajeczkę
Tak też zrobiliśmy
Grill rozpalony, karkóweczka skwierczy, piwko spływa po naszych przełykach a kokosy się grzeją
fajka złożona i dramat, jako że podchmieleni wąż „popełzł” nam do grilla w którym po prostu uległ zniszczeniu, cały adapter oraz jakieś 10 cm węża się zjarało
Więc wpadliśmy na wspaniały pomysł.
Taśma izolacyjna, wąż ogrodowy u gitara
Zanim zaczęliśmy z niego kopcić, okazało się jednak że przeciąża on fajeczkę gdyż była mała Tak więc wbiliśmy w ziemię 50 cm pręt, do którego przyczepliliśmy fajkę by się trzymała używając po raz kolejny taśmy izolacyjnej
wszystko pięknie, węgle doszły więc poszły na cybuszek, czekamy chwilę po czym zaczynamy palić ale tu mały suprise
Otóż wąż ogrodowy którego podczepiliśmy okazał się wężem którego używaliśmy do paliwa XD
Alkohol tłumaczy wszystko
Gdy już gardła przepłukaliśmy owym boskim napitkiem podłączyliśmy już czysty wąż ogrodowy i palonko wyszło udane jak nigdy bo było z czego się pośmiać
Później uważaliśmy już z czego palimy nawet w stanie upojenia alkoholowego
Pozdrawiam
No ja niestety swojej fajeczki jeszcze nie posiadam, ale kumpel ma co by tu dużo mówić tytoniu miał trochę więc wpadł na pomysł żeby dodać trochę marihuany bo miał było nieźle :>, próbował ktoś zamiast wody w dzbanku szampana ruskiego tego co za 5 zł bodajże jest nie polecam
Bardzo przepraszam ale jestem jeszcze świeży na tym forum i nie wiem jak napisać post czy tylko można komentować, mam pytanie dotyczące tytoniu fantasia gdzie można go kupic w Warszawie ?
Moja hisoria dotyczy poprzedniego konkursu:
Otóż zająłem drugie miejsce (zaraz po Rafale) z czego byłem pozytywnie zaskoczony …W ogóle o mojej wygranej dowiedziałem się 2 dni po rozstrzygnięciu (a przeważnie w sprawach Shishy jestem na bierząco). Dalej…pierwsze nie mam jak odebrać przesyłki a znajomi na których poręczyłem opuszczają kraj w przeciągu 2-3 dni. Paczka przyszła na drugi dzień po nadaniu. Więc paczka została mi przekazana i:
„Darowanemu koniu się w zęby nie zagląda” (czy jakoś tak)
Jakość fajk nie jest zbyt wysoka(ale za tą cenę ? ) w sumie darmo.
Talerz wymiętoszony, rurka zanurzeniowa o kiepskim gwincie, brak kominka który zamawiałem, wąż dziurawy (Raba uprzedził mnie że „kiepskawy”) ale nie że dziurawy Więc zamawiając dodałem Cobrę mitsuby (też jakości godnej Chin)
Firma Aladin.com.pl zasługuje na wielkie uznanie !
Zostały mi dosłane: (za friko)
-Kominek,
-Nowy wąż (jakiś taki też Chiński ale lepszy)
-Dwie rurki zanurzeniowe (jedna pasująca druga nie)
Mając wiele przygód z płonącymi węgielkami, stworzyłem nową dyscyplinę sportową zwaną „węglówka”. Oto krótki poradnik jak grać w tę fascynującą grę:
Po pierwsze potrzebujemy: od 2 do 8 osób, parę rozpalonych węgli – najlepiej cocobrico, shishę i pokój z parkietem, dywanami itp.
Najpierw rozpalamy shishę, następnie ktoś pociąga za wąż, a osoba obok łapie płonące węgielki. Posiadacz „gorących kamieni” podaje je do kolejnego uczestnika zabawy. Przegrywa osoba, która jako pierwsza upuści węgielki na dywan lub parkiet.
Uwaga! Można dodać nieco smaczku zabawie, gdy osoba trzymająca węgle musi nimi żonglować przez określoną ilość czasu zanim poda je do następnej osoby.
Zalecam zakup żelu na poparzenia, jest bardzo przydatny!
A tak na serio, to kiedyś faktycznie zdarzyła się sytuacja, gdzie kolega pociągnął za wąż, ja złapałem węgielek (na szczęście samorozpałki) i rzuciłem nim w kierunku mojego kolegi. Efekt: 2 pary poparzonych dłoni i wypalona dziura w parkiecie.
Kumpel Starbuzzem Vortexa nabija
Nammor to wąż a nie jakaś żmija
3 King Nargile na to dokładam
Co to za smak ? Zaraz obadam
To Blue Mist chyba, lecz się przypala
Zrzucam kokosa i mówie-nara
Buchy genialne, siwo w salonie
Fajeczka ta ma miejsce na tronie
Pykamy dalej z naszej fajeczki
Wszak lecą na to fajne dupeczki…
Moja historia dotyczy nie samej fajki a węgielków. W poprzednie wakacje miało miejsce urodziny mojego brata. Wszystko ładnie pięknie i oczywiście fajeczka musi byc. Impreza sie rozkręciła, ludzi przybyło i wszystkie węgielki sie rozeszły (melasy mieliśmy pod dostatkiem). Wiadomo ze w stanie upojenia alkoholowego przychodzą dziwne pomysły tak nam przyszedł do głowy pomysł ze zamiast węgielków do fajki to z grilla weźmie sie węgieł drzewny. Wielkie chmury dymu, za to nie najlepszy smak nas zniechęcił. Oczywiście fajkę trzeba było umyć, nie wiem czemu myliśmy ja w trakcie imprezy. Znajomy ze jest zielony w temacie z fajki złapał za korpus i podniósł fajke, a ze fajka nie skręcana tylko na uszczelkę to koniec imprezy zapieczętował popękany ekran w iphonie i zbity dzban. Czemu popękany ekran?, ponieważ wszystkie rzeczy leżały obok fajki i dziwnym trafem dzban musiał spaść na telefon i zbić sie sam i do tego wyświetlacz. Impreza udała sie oprócz tego ze niektóre osoby cierpiały po tej fajce na zgagę i inne dolegliwości
P.S. jeśli chcecie dużo dymu a nie przejmujecie sie smakiem, zróbcie to samo co my
Myślę, że lepiej mieć dobry tytoń taki jak Social Smoke, Fanta czy SB. Nawet dobrze przyrządzony elements da radę. Na to 3 Cocobrico i komin. Smak będzie, ogromne ilości dymu też. Co jakiś czas wystarczy zdjąć komin i po krzyku, nie przypali się.
Witam,
Moja przygoda miała miejsce w Warszawskim Parku Skaryszewskim. W czerwcowy poranek wybrałem się wraz ze znajomymi na shishe. Zasiedliśmy w tak zwanej „muszli”, wyjąłem mojego outdoorowego pączka, rozpaliliśmy węgle no i jazda. Palimy buszki ładne smaczek też. Nagle przychodzi patrol naszej kochanej policji. Pytają się co my tu mamy, grzecznie odpowiadamy że shishe i pytamy się czemu zawdzięczamy ich wizytę (dodam, że paliliśmy bez tytoniowego al-sahira). W odpowiedzi słyszymy że dostali zgłoszenie, iż w tym miejscu prawdopodobnie znajdują się narkomani. My w śmiech oni nie wiedzą o co chodzi. Dostajemy polecenia pokazania co palimy, tak więc zdjąłem węgielki i stwierdziłem, ze poczekam aż przestygnie. Pan policjant chyba zapomniał, że przed chwilą leżały tam czerwone węgle, gdyż złapał sie za cybuch, udało mu się go zdjąć lecz od razu wylądował na ziemi i usłyszałem tylko syknięcie wydobywające się z ust policemana. Wszyscy staraliśmy się zachować powagę i udało nam się choć było ciężko. Szczęście w nieszczęściu, że mi cybucha nie rozbił. Po jakiś 15 min jak nas spisali… zaczęli sprawdzać zawartość cybuszka. Patrzyli wąchali przewracali zawartość ( nie wiem czy mieli do tego prawo). Oczywiście padło pytanie czy nie ma tam niedozwolonych środków no i kiedy im wytłumaczyliśmy, dali nam spokój. Tylko niestety musieliśmy zmienić miejsce. Udaliśmy się do znajomego na działkę i tam w spokoju dokończyliśmy to co zaczęliśmy. Na koniec chciałem pozdrowić ten patrol z , którym mieliśmy do czynienia, nigdy nie zapomnę tej miny gdy złapał się za gorący cybuch.
Ps. Pihont współczuję czytania tych wszystkich bezsensownych historyjek (w tym mojej ;p), ale czego nie robi się dla buteleczki Elementsa XD.
Pozdrawiam!!!
A więc tak kupiłem swoja pierwsza shishe i odrazu postanowiłem ją rozpalic. Fajką ta był Buchacz II wiec rewelacji nie było, nabiłem cybuch rozpaliłem węgle i palimy. Podłączyłem do fajki wąż mitsuba rozkrecany i palimy z bratem i kolegą, chciałem zobaczyć jak sie będzie palilo z węża dołączonego do Buchacza. Wyciągam mitsube a tu węgle mi leca na dywan, oczywiście spanikowałem i próbowalem brać węgielki w ręce ale były tak gorące że odrazu je puściłem. Zacząłem przesuwać węgielki po całym dywanie i efekt byl taki że powstalo 8 dziur w dywanie i moje poparzone ręce. Juz nigdy więcej nie zmieniałem węża podczas palenia .
Dobry buchacz nie jest zły
Spadające węgle to problem każdego.
Wyzwanie dla zawodowców:
Wciągu 100 paleń nie zgubcie węgielka z cybucha więcej niż 5 razy
Najfajniejsze momenty z fajką to te spędzone najpierw na pihontowych shisha night, później na wszelkiego rodzaju spotach, aż po ostatni Shisha Night organizowany przez moja-shisha.pl |Pozdrawiam!
A my znowu siedzieliśmy z kumplami w środku lasu w kamieniołomie i paliliśmy mrożonego banana elementsa na shiazo. Nagle z lasu wyszły 3 wilki i się dziwnie przyglądały. My wsiedliśmy do samochodu i patrzymy. Wilki podeszły do sziszy i zaczęły to wąchać. Nagle jeden wąchając to zerwał się, przewrócił fajkę i razem z resztą pouciekali. Nigdy tej akcji nie zapomne
Pewnego dnia postanowiłem odpalić swoją fajkę wodną , jednak że nie często palę sam .Zaprosiłem kilku znajomych do domu. Paliliśmy właśnie trzecie nabicie cybucha . W tym momencie w telewizji leciał jakiś wróżbita . Oczywiście nie wierzymy w wróżby ale strasznie wkręcał ludzi żeby pili więcej wody ,że kręgosłup krzywy . Po kilku rozmowach z widzami powiedział daje wam wszystkim energii życiowej i takie tam pierdoły w tym momencie usłyszałem dziwny odgłos (pęknięcie) . Po tym jak wyjąłem korpus z dzbana , dzban się rozleciał . Kolejny dzban kosztował 40 zł ale mimo wszystko wieczór się udał
Dosyć nie dawno z moim kolegą zapalilśmy małego pączka, zaczeliśmy kąbinować i dosyć dobre osiągi dymne otrzymywaliśmy z tej małej shishy pomyślałem, że podłacze dużego Nammora. Powiedziałem koledze żeby przytrzymał fajke, by się nie przechyliła. Jako pierwszy ciągnełem buszka, oboje byliśmy zaskoczeni rezultatem ilości dymu, kolega z wrażenia puścił fajkę oczywiście sie przechyliła i jeden rozżarzonych węgli wylądował na kolegi spodniach drugi na dywanie, oczywiście szybko wziąłem szczypce i przeniosłem węgle na niezwykle mały talerzyk shishy. W dywanie dziura, na kolegi spodniach tylko jasny ślad, czemu tylko ślad jak to mój kolega powiedział „prawdziwy dżins sie nie pali”
W tego rocznego sylwestra 2011/12 był organizowany w pomieszczeniu straży pożarnej OSP (mniejsza o to). Sylwester spędziłem z kumplami. Kompletnie nie znającymi się na rzeczy (no w porównaniu do mnie). No dobra to mówię do kumpla „dawaj trzeba rozpalić węgle” ,niestety kuchenka gazowa była niedostępna ,no to musieliśmy poradzić sobie bez niej. Otóż jeden z kumpli zaproponował puszczenie fajerwerku gdy rozpalaliśmy kokosy -wiadomo ciężko z nimi od zapałki. No to kolega powiedział że może byśmy odpalili od fajerwerku. Ja niezbyt zdecydowany do wykonania tego niebezpiecznego czynu. Wróciliśmy na salę i wybraliśmy petardę z jak największym lontem. Mieliśmy do rozpalania tylko zapałki ,a więc kumpel zapalił zapałkę ,trzyma w ręku węgiel i każe mi podać mu petardę. Miała ogromnie długi lont ,także więc wziąłem i odpaliłem. To jednak była mocna głupota i nie powinniśmy się tego czepiać ,tylko zwyklejszym sposobem rozpalić węgle. Fajerwerek a raczej jego lont przypalał węgiel ,szybko przypalał węgiel… Oczywiście ten fajerwerek był skierowany ku przeciwnej stronie ,nie na Nas. W końcu wystrzelił ,kulki z niego zaczęły latać w górę ,a węgielek był podpalony tylko w rożku. Uciekliśmy z tym węglem a fajerwerki strzelały jakieś kilka sekund. Co prawda nie był to dobry plan, nie był mądry ,ale potem rozbuchaliśmy go. Nic się nikomu nie stało i wszyscy są cali. Tej przygody chyba nikt z Nas nie zapomni.
No to moja historia zaczyna się tak, że pewnego dnia, wraz z kumplami (sztuk 3, ja 4) postanowiliśmy u mnie w domu zapalić shishe. Ciągnąc duże buchy, chwyciła nas gastrofaza, więc postanowiliśmy sobie zamówić z Kebabowni, lachmaczuny (takie naleśniki z miesem, sałatkami itp.) Paląc dalej, nie pamiętam jaki to był smak.. chyba niebieska bryza.. zadzownił telefon ze mamy wszyscy wyjść przed dom. No to my, jak stado dzikich, napalonych na jedzenie dzików wybieglismy przed dom po żarcie (czyt. jedzenie), czekalismy jeszcze z 5 minut na tego kolesia co rozwozi, gdy wrócilismy do shishy zauważyliśmy palących dziadków (moich dziadków) chyba ich to wciągło, bo reszte wieczoru spędzili z nami, no może nie reszte, ale z 20 minut z nami posiedzieli i poszli Gdybyście widzieli miny moich kumpli jak zobaczyli ciągnącego przez wąż, dym, mojego dziadka, to było bezcenne!
Jak tak czytam te niektóre historie to mam wrażenie, że ktoś na siłę wymyślił kilka tych „wspaniałych” historii, to po pierwsze. Po drugie z tego co czytam to raczej większość z was nie ma nawet 18 lat (tak wiem, w filmiku było powiedziane, że na kamieniach itd. można palić no ale mniejsza z tym. Po trzecie tacy z was maniacy i fanatycy a nawet o fajkę zadbać nie umiecie i wyraźnie nie umiecie jej nawet myć (pomijając wrzątek, bo na dobrej fajce wrzątek wrażenia nie robi).
Osobiście jakiś wspaniałych przygód nie miałem. Jedyne co to mi kokos spadł na plecak i mam kwadratową wypaloną dziurę.
Pihont, ja wiem, że tych melas nie dostanę, ale wybierając kogoś kto ma tak dobry prezent dostać, proszę Cię, wybieraj dobrze bo to co tu czytam w komentarzach powoduje u mnie zażenowanie.
No to…
Pewnego razu zaprosiłem kolegę na „shishe” i picie;). Zaczynamy rozpalać węgielki (na płycie ceramicznej),poszedłem z kolegom do półki z melaskami żeby coś zapakować w cybuch za jakieś 5 minut słyszę że coś strzeliło idę z kumplem zobaczyć co się stało,rozglądam się a tu patrze cała płyta ceramiczna pękła, więc szybko ściągam węgielki i wkładam je do popielniczki.Ze zdenerwowania poszliśmy się napić, za chwile czuję że coś się pali ale nie wiem co więc pijemy dalej. Kolega poszedł zapalić papierosa i woła mnie że blat jest cały popalony (pod popielniczką zostały dwie duże czarne plamy) , ja już zdenerwowany bardziej że co ja powiem starszym (rodzicom) że płyta mi pękła i blat się popalił. Skończąc pić, dzwonie do rodziców „(że jak gotowałem to płyta pękła no i jak garnek ściągnąłem i położyłem na blacie który się trochę przypalił)” i tak sobie myślę „Dobry kit nie jest zły”;). Tyle z tego wszystkiego dobrego że płyta była na gwarancji, a za blat musiałem zapłacić z własnej kieszeni:(. Taka przygoda jest do nie zapamiętania;p.
Była zima, ale nie taka jak ta w tym roku, bodajże dwa lata temu, było mnóstwo śniegu. Młodszy brat namówił mnie żebym mu pomógł przy budowie iglo w ogrodzie. Na początku podszedłem do tego niechętnie, ale po jakimś czasie tak się nakręciłem, że namówiłem kumpla do pomocy i przez 3 dni pracowaliśmy nad nim po kilka godzin. W końcu zajmowało pół ogrodu. Do środka trzeba było się wczołgać, a za zakrętem (żeby nie wiało) znajdowało się „pomieszczenie” z trzema dmuchanymi fotelami, podciągniętym światłem przez uszczelniony przedłużasz. Pewnego wieczora zebraliśmy się z kumplami, rozlokowaliśmy się w środku, zimne piwko już czekało wbite w ściany igloo, a na środku ona, sziszka z dzbanem zakopanym w śniegu. Myślałem, że w tak małym pomieszczeniu dym będzie się gromadził i po chwili będzie już „mleko”, ale nic z tych rzeczy. Można było tylko zauważyć, że ściany igloo czarnieją w niektórych miejscach Jeżeli w tym roku też śnieg dopisze, to polecam wszystkim. Klimat niesamowity.
Moja ostatnia historia jest najdziwniejszą a zarazem najśmieszniejszą historią w moim życiu i właśnie dotyczy elementsa .Wydarzyło się to w ostatnie święta bożego narodzenia.Razem z moją paczką znajomych lubimy palić sziszę kilka dni przed świętami chcieliśmy zrobić sobie taką mała wspólna wigilię.Zorganizowaliśmy miejsce (przypadło to na moje mieszkanie)
12 potraw nie za bardzo świątecznych ale liczy się symbol .Na naszym stole wigilijnym też miała znajdować się szisza więc aby zaskoczyć wszystkich kupiłem miesiąc przed melasę elementsa o nazwie Świąteczny Przysmak.Dwa dni przed wigilią wszyscy zebraliśmy się w moim domu i zaczęliśmy świętować.Każdy był zaskoczony idealnym smakiem i atmosferą zrobioną dzięki świątecznemu smakowi tytoniu.Impreza trwa, mieliśmy wszystko posprzątać przed przyjazdem moich rodziców.Chciałem pociągnąć świątecznego bucha gdy nagle za mocno pociągnąłem węża.Szisza razem z węglami leży na moim dywanie.Wszyscy wrośli w ziemie, nagle mój znajomy interweniował i wylał wodę na węgle by ugasić żar.Po uprzątnięciu sziszy z dywanu jej miejsce zastąpiła czarna dziura.Każdy główkował jak by to naprawić by nie było przypału.Wszyscy zaczęliśmy przemeblowanie mojego pokoju, po godzinie było wszystko ok spalona część została schowana przez przygniatające je biurko.Godzinę po imprezie przyjechali rodzice i zapytali się co tak ładnie pachnie i czy piekę pierniczki?Następnego dnia znaleźli dziurę i czekali na wyjaśnienie ja pokazałem im sziszę i tytoń.Czekałem na poważne rozmowy dotyczące palenia tytoniu i papierosów.Jednak zapytali się czy mogę w drugi dzień świąt gdy pojedziemy do babci przy wszystkich zorganizować świąteczne palenia sziszy.Ja oczywiście się zgodziłem i pokazałem rodzinie co to jest szisza, przekazałem im całą wiedzę na temat melas, tytoniu , kamyków shiazo i oczywiście sziszy.Jeden i drugi dziadek byli tak zaciekawieni że przy następnej wizycie chcieli zapalić jeszcze raz, a wujek kupił sobie Koufe.Te wydarzenie było tak dziwne że nawet bez śniegu poczułem rodzinna magię świąt.
Witam.
Moja przygoda z shishą rozpoczęła się jakieś półtorej roku temu (na wakacjach). Wtedy też, na podczas grilla u kolegi zapaliłem pierwszy raz fajkę wodną. Był to najzwyklejszy pączek, węgiel samorozpałka, jakiś tytoń. Mimo skromnego zestawu, palenie shishy tak mnie zauroczyło, że postanowiłem w najbliższym czasie zakupić własną fajeczkę. Efekt potęgowało to, że wyprowadzałem się z domu na studia, „na swoje”, gdzie nikt mi głowy o palenie suszył nie będzie. Zbliżały się moje urodziny, współlokatorzy kupili mi shishę. Minęło trochę czasu, postanowiłem „pochwalić się” prezentem rodzicom. Spakowałem więc fajkę w plecak i przywiozłem ją na weekend do domu.
Postawiłem fajkę na stole (czarny Aladin Fatota), przygotowałem do palenia Al Sahir jagodę, usiadłem na kanapie i … i nadszedł czas na pytania.
A czy to bezpieczne, po co to się pali, czy to jakiś narkotyk nie jest itp.
Po krótkiej chwili i zapewnianiu, że to nawet tytoń nie jest (w domu nikt papierosów nie pali) dali się namówić na „bucha”.
Ojcu nie podeszło, dusiło go momentalnie, mama zaś zapaliła kilka razy, stwierdziła że „nawet to fajne”, ja dopaliłem fajeczkę do końca i wyszedłem z domu.
Po powrocie okazało się, że moja shisha była na skraju wyrzucenia, gdyż mama twierdziła, że się „naćpała” i była „na haju”. Dopiero po przedstawieniu jej kilku artykułów nt. fajki wodnej dotało do niej, że nic takiego nie miało miejsca, a jej stan był autosugestią.
Zapaliliśmy jeszcze raz, następnego dnia. O dziwo(!), tym razem żadnych objawów „naćpania” u mamy nie było. Spokojna o swoje dziecko (i zapewne o siebie), pozwoliła mi (Dziękuję!!!) zabrać shishę z powrotem. Od tego czasu wiele razy przywoziłem fajkę na weekend i paliliśmy razem różne herbale.
Chyba mogę powiedzieć, że udało mi się przeciągnąć mamę „to the other side”
Pozdrawiam wszystkich shisho-palaczy
Ojj, ja miałem bardzo fajną przygodę ostatnio z fajką wodną.. Znaczy to nie było fajne.. A więc pewnego dnia wraz z znajomymi palimy sobie chwilę fajkę. Niestety pech tak chciał ,że tytoń się przypalił po chwili mimo założonego pierścienia.. Palony na węglach samorozpalających ,które nie są aż takie cudne. Lepiej już czasami pobawić w rozpalanie kokosów. No dobra tak więc postanowiłem rozpalić jeszcze raz dolewając pół na pół mleka z wodą. Okey , nalałem przyszedłem do kolegów.. Odechciało nam się rozpalać drugi raz. No to zostawiliśmy fajkę wyszliśmy na dwór. No i tak po powrocie nie wymyłem tego dzbana .. Minęły dwa dni. Postanowiłem umyć w końcu, bo jak tak można robić. No to pod zlew i sruu z tą papką z dzbana. Smród, fuuj masakra. No to myje, myje.. Mydło ,żeby zabić zapach.. No i umyta.. No ale oczywiście musiałem tak zrobić ,że wlałem wrzątek.. Gdzie było słychać takie chrupnięcie. Gdzie się zdziwiłem i przestałem lać. A przed tym mówiłem sobie mam nadzieje ,że nie pęknie. Powinno wytrzymać. No i wytrzymało ,że denko urwało.. Teraz mam dzban bez denka.. Pączek bez nadzienia. Bo fajka typu pączek. No i tak się śmieją ze mnie.. ;D
Bardzo ciekawe, najpierw skiśnięte mleko…
Ale zastanawia mnie to z tym denkiem jak to jest możliwe żeby denko wysadziło
Dopiero zaczynam swoją „przygodę” z fajką wodną ,lecz myślę nad wybraniem się razem z nią w góry. Wejść na coś ,zdobyć jakiś szczyt ,po takim wysiłku wielką przyjemnością była by właśnie fajka wodna…
mam nadzieje na szybkie wdrożenie mojego pomysłu w życie. pozdrawiam JOHN
Zrób jakąś prowizorkę ; )
Hmm miałem podobną sytuację
kupiłem pierwszą fajkę. Oczywiście nie obyło się od komentarzy rodziców typu : Jesteś ćpunem. Nie będziemy jeździć z Toba po odwykach .. Jednak dzięki filmikom pihonta i wszechwiedzącą Wikipedią namówiłem rodziców na zakup fajeczki. Oczywiście fajeczką doszła ekspresowo więc zaraz po odpakowaniu przesyłki zacząłem rozpalać shishe. Ku mojemu zdziwieniu odpaliłem ją i moja babcia wpadła do pokoju i zamiast komentarzy w stylu wyrzuć to świństwo przez okno podeszła i wzięła solidnego bucha. Fajeczka była eksploatowana solidnie przez kilka dni. Wwyniku mojego lenistwa stała na szafce jakiś tydzień zalana wodą. Myślę sobie, a ruszę dupe i umyję ją wreszcie. Na wewnętrznej stronie dzbana miałem pełno farfocli. Nie dało się dojśc szczotką więc myślę zaleję wrzątkiem i po sprawie. Jednak nauczony oglądanie wieeeelu filmików na yt związanych z fajką myslę : ogrzeję dzban ciepła wodą więc jak wleje wrzatek to nic sie nie stanie. Problem w tym że się stało. Dziura w dzbanie jakby pihont postrzelił go ze swojego G36C z testu cybuchów
Babcia była świadkiem tych wydarzeń. Po godzinie wchodzi do mnie do pokoju i mówi: Fajna ta Twoja lampa czy co to jest. Jak chcesz to ci kupię nową pod warunkiem że pomożesz mi posprzątać w piwnicy. Po 3 godzinach piwnica błyszczała a w drodze do mnie była fajeczka aladina z serii evo
starą natomiast poobklejałem tasmą i zabieram ją czasem na dzikie eskapady w trudny teren
fajeczka ledwo zipie ale przynajmniej nie będzie mi jej tak strasznie szkoda jak rozleci się do reszty. W ten sposób stałem się posiadaczem super fajeczki Aladin Evo, na dodatek mam fajeczkę zapasową, porządek w piwnicy, 50 zł za złom z piwnicy i miłość babci którą trudno było do tej pory sobie zaskarbić. Nigdy nei przypuszczałem że shisha potrafi tak pozytywnie zadziałać na człowieka
pozdrawiam wszystkich shishomaniaków oraz Ciebie pihoncie – mistrzu tej sztuki, którą mnie cholernie zaraziłeś
Kurde fajnie masz.. A ja nową muszę sobie sam kupić. Też bym z chęcią wysprzątał piwnice.. A jest co! Kurda! ;/ Palisz beztytoniowe?
Obecnie nie palę nic. Zainwestowałem w nammora i obecnie brak funduszy na tytoń/melasę. Zazwyczaj palę to co jest na stanie. Głownie melasy gdyż taniej to wychodzi. Chyba że kumpel kupuje bardziej hurtowo to wtedy bierzemy jakieś dobre tytonie
pamiętam jak kiedyś wpajałem rodzicom kit, że w shishy smaży się suszone owoce nasączone glieryną
na szczęście już nic nie muszę im tłumaczyć
teraz mam ochotę przetestować te kamyczki Shiazo więc gdybym wygrał elementsa to napewno zainwestuje ostatni grosz w te kamyczki
pozdrawiam
Mi jedyne co ciekawszego sie przytrafilo to podobna historia do Tadeo, tyle, ze ja nie mylem mojej aladinowskiej fajki przez 2 tygodnie. Z dzbana (ktory zostal potraktowany pozniej wrzatkiem przez co odpadlo dno) wysypalem twarozek a podczas mycia reszty z korpusu wyplynela mucha.
A o reszcie historii takich jak potluczone cybuchy, dzbany i przypalone dywany nie ma ci sie rozpisywac, bo te opowiesci wszyscy juz znaja.
Czy ja wiem czy to śmieszne, ale warto się pokusić o taki konkursik, bo melaski drogą nie chodzą ( do recenzji się nadadzą )
Wycieczka szkolna, a jak wycieczka no to musi być i fajka. Cała klasa ostra ściepa na tytonie, aby było co dymić. Ja załatwiam fajurkę, węgielki i inne rzeczy niezbędne do ” zachmurzenia ” podczas wypadu. Bazarówka od kolegi, jakieś samorozpałki i sitko. Czyli atrybuty ” prawdziwego ” shishomaniaka. Wszyscy ostro zajarani, więc już w pociągu obwąchujemy cieknące opakowania Fanty. Orgia zapachu. Dojazd na miejsce i od razu ostra kampa na fajkę, żeby Pani nie robiła jazdy, że palimy jakieś zioło czy inny syf. Shisha rozłożona, węgielki pochowane, a melaski już rozniosły piękne aromaty na cały ośrodek, w którym mieliśmy przyjemność spędzić czas. Jeszcze lecimy tylko wieczorkiem na granice po czeskie piwko i już cała ” ekipa ” nie może się doczekać wieczornych cumulusów.
Wieczorna pora. Wszystko już załatwione nic tylko usiąść na łóżkach, na środek pokoju postawić szafeczkę, na której będzie stała fajka i rozpalić jednen z tytoni. Każdy ocenia co chce zapalić zaczynamy od Cinnaminta. Pięć zapalniczek już ” lata ” wokoło samorozpałki i czuć tą ” przepiękną ” woń. Węgielek ląduje na sitku ( polowe warunki ) i zaczynamy… Ahh.
Social poszedł szybko, więc wszyscy proponują kolejną melaskę. Tym razem do cybuszka trafia Fanta Cuban Mojito. Kolejna wspaniała sesja w gronie znajomych z klasy, oraz piękne białe dymy tworzą ” chill outową ” atmosferę. Nagle słyszymy kroki z korytarza. Już koniec, zaraz wpadnie wychowawczyni i posądzi nas o narkotyzowanie się. Cały alkohol szybko znika w gardłach, bądź pod kołdrami. Tylko kurde co tu zrobić z shishą?! Drzwi powoli zaczynają się uchylać, a cała grupa jedbym ruchem staje na baczność w rządku, tak, aby nie było widać małej bazarówki. Gdy tylko nauczycielka wlatuje na nasz ” slot ” od razu spada na nas grad pytań.
- Co tu tak szaro?
- Co tu tak duszno?
- Czemu nie otworzycie okna?
W powietrzu oprócz dymu unosi się charakterystyczna ” woń ” przypału. Pani pyta się nas co tam chowamy. No to już po zabawie, całe zapasy przeznaczone na wycieczke zostaną zagarniętę przez wychowawczynie. Lekko się rozchodzimy ukazując Pani naszą ” niespodziankę ” oczekując w ciszy na opiernicz.
Pani na nas wielkie oczy…
- Kogo to? – Pyta.
Przecież nie będę zwalał na kumpli, więc niechętnie podnoszę rękę.
- Twoja? Z domu wziąłeś?
- Tak Pani profesor – odpowiadam gotowy na atak szału ze strony nauczycielki.
Nagle stało się coś, czego nigdy po naszej Pani byśmy się nie spodziewali. Siada na łóżku, łapie za wąż i mając jeszcze dym w płucach mówi:
- Wy jeszcze siedzicie?
Wszyscy gały jak 5 złotych, że co, że jak… Siadamy jednak z Panią. Pani pyta się co za smak, skąd mam melaski itd. Okazało się, że przez dłuższą cześć swojego życia paliła papierosy, choć z fajką wodną też miała doczynienia. Mówi, że bardzo jej smakuje, ale musi już iść się przekimać i prosi o to, abyśmy nie przesadzili i za dużo nie spalili.
Dla podsumowania tej nocy ( która trwała jeszcze bardzo długo ) rozpaliliśmy Adiosa.
Pozdrawiam, Stysiok.
Witam i o zdrowie pytam
Jako, że opowiadania nie są moją najlepszą stroną to przedstawię historię w zdjęciu.
Dzban pękł na imprezie, a dobrego elementsa palić się chciało więc wziąłem to co pod ręką miałem:
Pozdrawiam
sz4kal
Witam
Pihont wrócił hohohoho i to jeszcze z nagrodami jak fajnie:)
Kiedyś już udało mi się od Ciebie zgarnąć węgle KING NARGILLE które bardzoooo polecam, może tym razem również się uda załapać na gratkę od pihonta.
A wiec historyjka:
Będąc na mojej działce, gdzie palenie shishy przy ćwierkaniu ptaszków oraz szumu wiatru jest czysta przyjemnością, rozpalaliśmy węgle. Wegle które oczywiście dostałem od przyjaciela pihonta. Zawsze rozpalaliśmy je metoda która pokazałeś kiedyś na filmiku: dwa druciki, komin i rozpałka. Niestety… rozpałka się skończyła, a nie mieliśmy nic prócz zapałek. Jak ze nieszczęśliwe nasze dusze były… Do sklepu daleko, po piwku wypite co teraz? Po dłuższej konwersacji doszliśmy do wniosku iz musimy włączyć instynkt pierwotnego człowieka. W lesie który rozciąga się dookoła działek znaleźliśmy drewno, mniejsze gałązki oraz korę brzozy. Bo jak nas uczono w harcerstwie – „kora brzozy jest jedna z najlepszych, dostępnych w lesie rozpałek”. Rozpaliliśmy ognisko i wrzuciliśmy do niego węgle. Nadeszła pora na tak długo oczekiwane palenie. Ale byl jeden problem… duży problem… Zapomniałem spakować melasy do torby…
I tak oto obeszliśmy się smakiem w ten jakże piękny niedzielny wieczór.
jak to się powiada „Wysoki jak brzoza, głupi jak KOZA”
Pozdrawiam:)
A ja chciałem się tylko przywitać.
DZIEŃ DOBRY!!!
Pihoncie – dawno Cię nie widziałem. Cieszę się że fajkawodna.com się reaktywowała.
Cześć Tyszko
Największa przygoda póki co z fajką wodną ? Ciężko wybrać tą jedyną więc opiszę dwie chyba najciekawsze. Wakacje. Turcja. Jak wiadomo kraj co Sziszą powinien stać , a tu nie do końca , jako że nie zabrałem swojego Gońca , a sziszę i Serbetli chciało sie palić postanowiłem znaleźć jakiegoś Turka z fajką. Proste to co prawda nie było , ale o dziwo okazało się że nie potrafi on jej rozpalić ( a prowadził bar z sziszami
) połozył melasę na folie i myśli że gitara. Dopiero po próbach dogadania się po angielsku i wytłumacznie jak to się powinno zrobić załapał 
Kolejna historia to kupno nowego cybucha. Jako że stary w dziwnych okolicznościach pękł posytanowiliśmy z kolegą zamówić z Aladina nowy Vortex. Przychodzimy do niego do domu , awizo w dzwiach , patrzymy na zegarek , był kilka minut temu. Jako że nie paliliśmy już od dawna rzuciliśmy się biegiem za kurierem i nie wiem jakim cudem się udało – przyjemność z palenia niesamowita
Jakieś 2 lata temu kolega miał osiemnastkę wiec jak to na takie okazje była impreza.Bez shishy by się oczywiście nie obyło.Po „lekkim” drinkowaniu trzeba było rozpalić fajkę. Żeby szybciej było to używane były węgielki samorozpalające. Ktoś nie pojęty o shishy wziął się za rozpalanie (do dziś nikt się nie przyznał) i zamiast dać melasę dał węgielek pod folie i na folie drugi x].Palenie było takie ekonomiczne ze strony melasy. Melasa która miała być w cybuchu kiepsko dymiła w poprzednich paleniach, a węgle też troszkę dymiły to nikt nic nie mówił tylko smak nie pasował ale kto na to patrzył na zabawie.Impreza skończyła się rzyganiem ze strony palących;]
No cóż może moja Historia jest na temat ogólnofajkowy – bo tak się złożyło że mając 18 lat dostałem swoją pierwszą fajeczkę (wcale nie najgorszą Aladin Fire M 58 cm – fajna przepustowość (wystarczająca) plus do tego całkiem całkiem wygląd) no ale wracam do Historii właściwej – w przeciągu tego roku zrobiło się prawojazdy oraz przeszło „kwalifikacje wojskową” czyli droga do WKU . Jako że mam astmę w 18 lat ostatni raz badano mnie spirometrem z Szpitala Dziecięcego – no i pani doktor powiedziała „no nawet ładna ta twoja wydajność na poziomie 78% to bardzo dużo (przy fakcie że było 58%)” oczywiście przeciwskazania do palenia papierosów. no ale już przedtem czytałem o fajce i wiedziałem jako tako że nie jest takie to szkodliwe jak krzykacze mówią. W każdym bądź razie na komisji wosjkowej powiedziałem że mam Astmę i skierowali mnie na spirometr ( już wtedy paliłem fajeczkę wodną prawie rok i to dosyć regularnie) – jakie było moje zdziwienie że pani doktor mi powiedziała „jakim cudem może mieć pan astmę skoro ma pan zdrowe płuca – a na pewno zdrowsze od większości ludzi (Wydolność stała na poziomie prawie 90% 0o) dostałem kategorię A – a ja do dziś chodzę zdziwiony ile może dać takie zwykłe ciąganie z fajeczki ;d (ps. Teraz nie paliłem od roku i czuć brak płuc ;d )
Najwięszka przygoda? To chyba podczas jednej z imprez u znajomych gdy przyniosłem swoją Kaye pn630 , rozpalilem fantasie i usiadłem w pokoju z grupką znajomych aby rozkoszować się tym co najlepsze i puszczać kółeczka w nieskończoność! W pewnym momencie do pokoju przyszło kilka ładnych i ciekawych dziewczyn, które też chetnei sie dosiadly aby z nami palić, tak streszczając z jedną wyjątkowo dobrze mi sie rozmwaialo, byla zabwana, atrakcyjna, bystra i miala ten blysk w oku, mogę szczerze pwiedziedziec ze to dzieki mojej shishy ktora ją oszlolomila poniewaz ola strasznie lubila palic shishe bylem z nią ponad pół roku, niestety, przeprowadzka pokrzyżowala plany ;/ Ale są to najmilsze chwile spędzone z moja shisha i moją Olą
Mała anegdota a propos fajki. Jakieś dwa lata temu, wybraliśmy się z grupką znajomych na Słowację na sylwestra. Wynajęliśmy cały domek jako że było nas około 15 osób. Oczywiście nie mogło zabraknąć mojego zeusa wraz z zestawem kilku smaczków starbuzza, serbetli i abira. Co wieczór, po nartach i innych atrakcjach, w towarzystwie trunków słabszych lub mocniejszych, raczyliśmy się fajeczką. Jako że miałem najdłuższy staż z fajką spośród całego towarzystwa, postanowiłem pokazać kilka ciekawych rzeczy początkującym palaczom fajki
Zaczęło się od wpuszczania przez słomkę dymu do szklanek z piwem. Wychodziła bardzo fajna pianka
Później zaczęliśmy puszczać dymne bańki przez słomkę, a że niestety zbyt duże nie wychodziły, wtedy zmieniliśmy trochę kaliber. Słomki zostały zamienione na rurki po papierze toaletowym, co dało dużo większe bańki. Ale najlepsza akcja wydarzyła się później… Po skończonym paleniu, i całej zabawie z bańkami, już trochę znieczuleni, wzięliśmy się za sprzątanie. Jedna z dziewczyn wzięła się za mycie talerzyków, szklanek itp. A że była trochę wcięta, to z rozpędu, złapała się za rurki z papieru, którymi puszczaliśmy bańki. Leżały one lekko mokre, przeznaczone do wyrzucenia, ta wzięła rurki, opłukała położyła na suszarce razem z naczyniami
Gdy to zobaczyliśmy, płakaliśmy tam ze śmiechu dobre pół godziny
Tłumaczenie koleżanki było mniej więcej takie: „umyłam bo chciałam żeby były czyste na jutro”
Co do historyjek z fajką wodną, wybraliśmy się z kumplami do baru rockowego. Było nas tam sześciu chłopa i ‘przypadkiem’ wziąłem ze sobą mojego gońca z namorem
. Były wolne dwie kanapy, no to się rozsiedliśmy i zaczęliśmy rozkładać powoli wszystko i przygotowywać się do palenia, ale…okazało się, że wiele osób zauważyło to, iż kłęby dymu unoszące się z naszego stolika to nie zwykłe fajki. Barman też podszedł wraz ze swoją koleżanką/dziewczyną, nie wiem dokładnie, ale mniejsza…no więc dookola nas zrobiła się dosyć spora grupka ludzi podziwiających tricki dymne. Zapytałem mojego przyjaciela, czy chcemy robić zawody w robieniu kółek, chętnych było nie miara dużo, ktoś zglosił się, no i ciągnie, ciągnie, nagle zamyślił się i dotknął węgielka (nie braliśmy ze sobą kominu), tak zaczął gościu kasłać, że okazało się, iż przy którymś z wydanego przez niego krzyku, wypuścił dwa kułeczka nosem, wszyscy tak ryliśmy z niego no i oczywiście byliśmy zachwyceni jego umiejętnościami. Owy delikwent wygrał konkurs a wszyscy wyszli z przecudownymi minami i wspomnieniami, jak to Darek poparzony puszczał kółka nosem
Hmmm. To moze zaczne od pierwszej przygody z shishą. Wiec kupilismy koledze fajke na 18 urodziny, oczywiscie bardzo oryginalny prezent jak na 18 ;D, do tego jakis tyton i wegielki. Nasze umiejetnosci rozpalania byly, hmmm, chyba kazdy wie jakie. Jedyne co moglismy o tym powiedziec to ze to shisha. Po kilku godzinach imprezy postanowilismy rozpalic fajke. Oczywiscie rozpalilismy wegielek, nabilismy tytoniu (do pelna, upchniety
), i nanalismy wody. Nikt nie powiedzial ile wody nalac wiec wlalem tak na oko. Tyton spalil sie w kilka minut, od poczatku byl bardzo ostry i gryzacy smak. Co sie okazalo? Okazalo sie ze wody wlalem tyle ze bylo troche na dnie, a rurka w dzbanie byla nad woda
i z fajki wodnej, jak sama nazwa mowi WODNEJ, byla chyba powietrzna, nie polecam ;]. Do tej pory pamietam ten smak xD.
Oczywiscie przekonalem sie do tego po kilku paleniach w innych miejscach.
Witaj pihont !!!!
Moje najlepsze były początki palenia Shishy.
Miałem ochotę sobie zajarać złożyłem fajkę, naszykowałem wszystko co potrzebne.Nabity cybuch czas na rozpalanie,rozpalam sobie i już na samym początku się nawdychałem tego dymu z węgla od tamtej pory powiedziałem sobie że nie kupię już węgla samorozpalającego się. Rozpalam sobie fajkę już się rozpaliło miło się jara po jakimś czacie poczułem się tak jak bym jarał jakieś zielsko zaczyna się kręcić w głowie ale to nic jaram sobie dalej po jakimś czasie coś tak zaczyna walić porządnie a to były początki mojego palenia fajki wodnej więc myślałem że tak musi być,a później się okazało że tytoń zaczął się jarać w ustach czuć było taki dym jak z komina.
Poleciłem znajomym twoją stronkę fajkawoda.com
Dodałem linka z twoim filmikiem na nk ludzie ogladaja i wchodzą,piszą mi że masz ciekawe filmiki będą często wpadać do ciebie na stronkę.
Fajka wodna dobra rzecz na relaks
Witam
Pierwsza fajkę kupiłem miesiąc temu. Gdy pierwszy raz zapaliłem to strasznie gryzł mnie tytoń w gardło. Nie wiedziałem jak rozpalić węgle. Fajka jest dobra na stres, bardzo fajnie spisuje się na imprezkach lubię usiąść ze znajomymi i zapalić fajkę wodną.
Pozdrawiam wszystkich miłośników shishy
Z ciekawych historii pamiętam jedną która dość specyficznie utkwiła mi w mózgownicy






Tak więc wbiliśmy w ziemię 50 cm pręt, do którego przyczepliliśmy fajkę by się trzymała używając po raz kolejny taśmy izolacyjnej 




Otóż w piękne słoneczne wakacje będąc w pracy na pomorzu, mieszkaliśmy sobie w trójkę, jako pracownicy pewnej firmy w przyczepie kempingowej
Piękna polanka, zielona trawka, za górą jakieś 50 metrów dalej jeziorko.
Więc po 12 godzinnej harówie, wieczorem postanowiliśmy sobie jak co dzień zrobić grilla i zapalić fajeczkę
Tak też zrobiliśmy
Grill rozpalony, karkóweczka skwierczy, piwko spływa po naszych przełykach a kokosy się grzeją
fajka złożona i dramat, jako że podchmieleni wąż „popełzł” nam do grilla w którym po prostu uległ zniszczeniu, cały adapter oraz jakieś 10 cm węża się zjarało
Więc wpadliśmy na wspaniały pomysł.
Taśma izolacyjna, wąż ogrodowy u gitara
Zanim zaczęliśmy z niego kopcić, okazało się jednak że przeciąża on fajeczkę gdyż była mała
wszystko pięknie, węgle doszły więc poszły na cybuszek, czekamy chwilę po czym zaczynamy palić ale tu mały suprise
Otóż wąż ogrodowy którego podczepiliśmy okazał się wężem którego używaliśmy do paliwa XD
Alkohol tłumaczy wszystko
Gdy już gardła przepłukaliśmy owym boskim napitkiem podłączyliśmy już czysty wąż ogrodowy i palonko wyszło udane jak nigdy bo było z czego się pośmiać
Później uważaliśmy już z czego palimy nawet w stanie upojenia alkoholowego
Pozdrawiam
No ja niestety swojej fajeczki jeszcze nie posiadam, ale kumpel ma co by tu dużo mówić tytoniu miał trochę więc wpadł na pomysł żeby dodać trochę marihuany bo miał było nieźle :>, próbował ktoś zamiast wody w dzbanku szampana ruskiego tego co za 5 zł bodajże jest nie polecam
Twoje węgielki kokosowe z promocji są do bani… Pierwszy rozpalony i już spalone panele ;/ ;D
węgiel dobry i nie psuje smaku !
węgiel dobry i nie psuje smaku !, ale psuje panelele…
Bardzo przepraszam ale jestem jeszcze świeży na tym forum i nie wiem jak napisać post czy tylko można komentować, mam pytanie dotyczące tytoniu fantasia gdzie można go kupic w Warszawie ?
Moja hisoria dotyczy poprzedniego konkursu:
…W ogóle o mojej wygranej dowiedziałem się 2 dni po rozstrzygnięciu (a przeważnie w sprawach Shishy jestem na bierząco). Dalej…pierwsze nie mam jak odebrać przesyłki a znajomi na których poręczyłem opuszczają kraj w przeciągu 2-3 dni. Paczka przyszła na drugi dzień po nadaniu. Więc paczka została mi przekazana i:
Więc zamawiając dodałem Cobrę mitsuby (też jakości godnej Chin)
Otóż zająłem drugie miejsce (zaraz po Rafale) z czego byłem pozytywnie zaskoczony
„Darowanemu koniu się w zęby nie zagląda” (czy jakoś tak)
Jakość fajk nie jest zbyt wysoka(ale za tą cenę ? ) w sumie darmo.
Talerz wymiętoszony, rurka zanurzeniowa o kiepskim gwincie, brak kominka który zamawiałem, wąż dziurawy (Raba uprzedził mnie że „kiepskawy”) ale nie że dziurawy
Firma Aladin.com.pl zasługuje na wielkie uznanie !
Zostały mi dosłane: (za friko)
-Kominek,
-Nowy wąż (jakiś taki też Chiński ale lepszy)
-Dwie rurki zanurzeniowe (jedna pasująca druga nie)
Pozdrawiam serdecznie
Mając wiele przygód z płonącymi węgielkami, stworzyłem nową dyscyplinę sportową zwaną „węglówka”. Oto krótki poradnik jak grać w tę fascynującą grę:
Po pierwsze potrzebujemy: od 2 do 8 osób, parę rozpalonych węgli – najlepiej cocobrico, shishę i pokój z parkietem, dywanami itp.
Najpierw rozpalamy shishę, następnie ktoś pociąga za wąż, a osoba obok łapie płonące węgielki. Posiadacz „gorących kamieni” podaje je do kolejnego uczestnika zabawy. Przegrywa osoba, która jako pierwsza upuści węgielki na dywan lub parkiet.
Uwaga! Można dodać nieco smaczku zabawie, gdy osoba trzymająca węgle musi nimi żonglować przez określoną ilość czasu zanim poda je do następnej osoby.
Zalecam zakup żelu na poparzenia, jest bardzo przydatny!
A tak na serio, to kiedyś faktycznie zdarzyła się sytuacja, gdzie kolega pociągnął za wąż, ja złapałem węgielek (na szczęście samorozpałki) i rzuciłem nim w kierunku mojego kolegi. Efekt: 2 pary poparzonych dłoni i wypalona dziura w parkiecie.
Kumpel Starbuzzem Vortexa nabija
Nammor to wąż a nie jakaś żmija
3 King Nargile na to dokładam
Co to za smak ? Zaraz obadam
To Blue Mist chyba, lecz się przypala
Zrzucam kokosa i mówie-nara
Buchy genialne, siwo w salonie
Fajeczka ta ma miejsce na tronie
Pykamy dalej z naszej fajeczki
Wszak lecą na to fajne dupeczki…
Stary… na rymowanki to trochę za późno
Moja historia dotyczy nie samej fajki a węgielków. W poprzednie wakacje miało miejsce urodziny mojego brata. Wszystko ładnie pięknie i oczywiście fajeczka musi byc. Impreza sie rozkręciła, ludzi przybyło i wszystkie węgielki sie rozeszły (melasy mieliśmy pod dostatkiem). Wiadomo ze w stanie upojenia alkoholowego przychodzą dziwne pomysły tak nam przyszedł do głowy pomysł ze zamiast węgielków do fajki to z grilla weźmie sie węgieł drzewny. Wielkie chmury dymu, za to nie najlepszy smak nas zniechęcił. Oczywiście fajkę trzeba było umyć, nie wiem czemu myliśmy ja w trakcie imprezy. Znajomy ze jest zielony w temacie z fajki złapał za korpus i podniósł fajke, a ze fajka nie skręcana tylko na uszczelkę to koniec imprezy zapieczętował popękany ekran w iphonie i zbity dzban. Czemu popękany ekran?, ponieważ wszystkie rzeczy leżały obok fajki i dziwnym trafem dzban musiał spaść na telefon i zbić sie sam i do tego wyświetlacz. Impreza udała sie oprócz tego ze niektóre osoby cierpiały po tej fajce na zgagę i inne dolegliwości

P.S. jeśli chcecie dużo dymu a nie przejmujecie sie smakiem, zróbcie to samo co my
Myślę, że lepiej mieć dobry tytoń taki jak Social Smoke, Fanta czy SB. Nawet dobrze przyrządzony elements da radę. Na to 3 Cocobrico i komin. Smak będzie, ogromne ilości dymu też. Co jakiś czas wystarczy zdjąć komin i po krzyku, nie przypali się.
Witam,
Moja przygoda miała miejsce w Warszawskim Parku Skaryszewskim. W czerwcowy poranek wybrałem się wraz ze znajomymi na shishe. Zasiedliśmy w tak zwanej „muszli”, wyjąłem mojego outdoorowego pączka, rozpaliliśmy węgle no i jazda. Palimy buszki ładne smaczek też. Nagle przychodzi patrol naszej kochanej policji. Pytają się co my tu mamy, grzecznie odpowiadamy że shishe i pytamy się czemu zawdzięczamy ich wizytę (dodam, że paliliśmy bez tytoniowego al-sahira). W odpowiedzi słyszymy że dostali zgłoszenie, iż w tym miejscu prawdopodobnie znajdują się narkomani. My w śmiech oni nie wiedzą o co chodzi. Dostajemy polecenia pokazania co palimy, tak więc zdjąłem węgielki i stwierdziłem, ze poczekam aż przestygnie. Pan policjant chyba zapomniał, że przed chwilą leżały tam czerwone węgle, gdyż złapał sie za cybuch, udało mu się go zdjąć lecz od razu wylądował na ziemi i usłyszałem tylko syknięcie wydobywające się z ust policemana. Wszyscy staraliśmy się zachować powagę i udało nam się choć było ciężko. Szczęście w nieszczęściu, że mi cybucha nie rozbił. Po jakiś 15 min jak nas spisali… zaczęli sprawdzać zawartość cybuszka. Patrzyli wąchali przewracali zawartość ( nie wiem czy mieli do tego prawo). Oczywiście padło pytanie czy nie ma tam niedozwolonych środków no i kiedy im wytłumaczyliśmy, dali nam spokój. Tylko niestety musieliśmy zmienić miejsce. Udaliśmy się do znajomego na działkę i tam w spokoju dokończyliśmy to co zaczęliśmy. Na koniec chciałem pozdrowić ten patrol z , którym mieliśmy do czynienia, nigdy nie zapomnę tej miny gdy złapał się za gorący cybuch.
Ps. Pihont współczuję czytania tych wszystkich bezsensownych historyjek (w tym mojej ;p), ale czego nie robi się dla buteleczki Elementsa XD.
Pozdrawiam!!!
A więc tak kupiłem swoja pierwsza shishe i odrazu postanowiłem ją rozpalic. Fajką ta był Buchacz II wiec rewelacji nie było, nabiłem cybuch rozpaliłem węgle i palimy. Podłączyłem do fajki wąż mitsuba rozkrecany i palimy z bratem i kolegą, chciałem zobaczyć jak sie będzie palilo z węża dołączonego do Buchacza. Wyciągam mitsube a tu węgle mi leca na dywan, oczywiście spanikowałem i próbowalem brać węgielki w ręce ale były tak gorące że odrazu je puściłem. Zacząłem przesuwać węgielki po całym dywanie i efekt byl taki że powstalo 8 dziur w dywanie i moje poparzone ręce. Juz nigdy więcej nie zmieniałem węża podczas palenia
.
Dobry buchacz nie jest zły
Spadające węgle to problem każdego.
Wyzwanie dla zawodowców:
Wciągu 100 paleń nie zgubcie węgielka z cybucha więcej niż 5 razy
najlepsze jest to że ja je rzucałem po tym dywanie
i rece mnie bolaly przez 2 dni
trochę wprawy i kokoski nie uciekają
Najlepszym się zdarza
Mi węgle spadły tylko raz ale na szczęście nie na dywan
Mi węgle spadły tylko raz ale na szczęście nie na dywan tylko na biurko
Pozdrawiam
Najfajniejsze momenty z fajką to te spędzone najpierw na pihontowych shisha night, później na wszelkiego rodzaju spotach, aż po ostatni Shisha Night organizowany przez moja-shisha.pl
|Pozdrawiam!
A my znowu siedzieliśmy z kumplami w środku lasu w kamieniołomie i paliliśmy mrożonego banana elementsa na shiazo. Nagle z lasu wyszły 3 wilki i się dziwnie przyglądały. My wsiedliśmy do samochodu i patrzymy. Wilki podeszły do sziszy i zaczęły to wąchać. Nagle jeden wąchając to zerwał się, przewrócił fajkę i razem z resztą pouciekali. Nigdy tej akcji nie zapomne
Ciekawe.
Niesamowite. Oczywiście was nie dogoniły bo biegacie szybciej niż rekordzista świata na 100m.
Pewnego dnia postanowiłem odpalić swoją fajkę wodną , jednak że nie często palę sam .Zaprosiłem kilku znajomych do domu. Paliliśmy właśnie trzecie nabicie cybucha . W tym momencie w telewizji leciał jakiś wróżbita . Oczywiście nie wierzymy w wróżby ale strasznie wkręcał ludzi żeby pili więcej wody ,że kręgosłup krzywy . Po kilku rozmowach z widzami powiedział daje wam wszystkim energii życiowej i takie tam pierdoły w tym momencie usłyszałem dziwny odgłos (pęknięcie) . Po tym jak wyjąłem korpus z dzbana , dzban się rozleciał . Kolejny dzban kosztował 40 zł ale mimo wszystko wieczór się udał
Dosyć nie dawno z moim kolegą zapalilśmy małego pączka, zaczeliśmy kąbinować i dosyć dobre osiągi dymne otrzymywaliśmy z tej małej shishy pomyślałem, że podłacze dużego Nammora. Powiedziałem koledze żeby przytrzymał fajke, by się nie przechyliła. Jako pierwszy ciągnełem buszka, oboje byliśmy zaskoczeni rezultatem ilości dymu, kolega z wrażenia puścił fajkę oczywiście sie przechyliła i jeden rozżarzonych węgli wylądował na kolegi spodniach drugi na dywanie, oczywiście szybko wziąłem szczypce i przeniosłem węgle na niezwykle mały talerzyk shishy. W dywanie dziura, na kolegi spodniach tylko jasny ślad, czemu tylko ślad jak to mój kolega powiedział „prawdziwy dżins sie nie pali”
Myślałem że mu chociaż dziurę do gaci wypaliło ;p
W tego rocznego sylwestra 2011/12 był organizowany w pomieszczeniu straży pożarnej OSP (mniejsza o to). Sylwester spędziłem z kumplami. Kompletnie nie znającymi się na rzeczy (no w porównaniu do mnie). No dobra to mówię do kumpla „dawaj trzeba rozpalić węgle” ,niestety kuchenka gazowa była niedostępna ,no to musieliśmy poradzić sobie bez niej. Otóż jeden z kumpli zaproponował puszczenie fajerwerku gdy rozpalaliśmy kokosy -wiadomo ciężko z nimi od zapałki. No to kolega powiedział że może byśmy odpalili od fajerwerku. Ja niezbyt zdecydowany do wykonania tego niebezpiecznego czynu. Wróciliśmy na salę i wybraliśmy petardę z jak największym lontem. Mieliśmy do rozpalania tylko zapałki ,a więc kumpel zapalił zapałkę ,trzyma w ręku węgiel i każe mi podać mu petardę. Miała ogromnie długi lont ,także więc wziąłem i odpaliłem. To jednak była mocna głupota i nie powinniśmy się tego czepiać ,tylko zwyklejszym sposobem rozpalić węgle. Fajerwerek a raczej jego lont przypalał węgiel ,szybko przypalał węgiel… Oczywiście ten fajerwerek był skierowany ku przeciwnej stronie ,nie na Nas. W końcu wystrzelił ,kulki z niego zaczęły latać w górę ,a węgielek był podpalony tylko w rożku. Uciekliśmy z tym węglem a fajerwerki strzelały jakieś kilka sekund. Co prawda nie był to dobry plan, nie był mądry ,ale potem rozbuchaliśmy go. Nic się nikomu nie stało i wszyscy są cali. Tej przygody chyba nikt z Nas nie zapomni.
Pozdrawiam ,Mateusz.
No to moja historia zaczyna się tak, że pewnego dnia, wraz z kumplami (sztuk 3, ja 4) postanowiliśmy u mnie w domu zapalić shishe. Ciągnąc duże buchy, chwyciła nas gastrofaza, więc postanowiliśmy sobie zamówić z Kebabowni, lachmaczuny (takie naleśniki z miesem, sałatkami itp.) Paląc dalej, nie pamiętam jaki to był smak.. chyba niebieska bryza.. zadzownił telefon ze mamy wszyscy wyjść przed dom. No to my, jak stado dzikich, napalonych na jedzenie dzików wybieglismy przed dom po żarcie (czyt. jedzenie), czekalismy jeszcze z 5 minut na tego kolesia co rozwozi, gdy wrócilismy do shishy zauważyliśmy palących dziadków (moich dziadków) chyba ich to wciągło, bo reszte wieczoru spędzili z nami, no może nie reszte, ale z 20 minut z nami posiedzieli i poszli
Gdybyście widzieli miny moich kumpli jak zobaczyli ciągnącego przez wąż, dym, mojego dziadka, to było bezcenne!
Jak tak czytam te niektóre historie to mam wrażenie, że ktoś na siłę wymyślił kilka tych „wspaniałych” historii, to po pierwsze. Po drugie z tego co czytam to raczej większość z was nie ma nawet 18 lat (tak wiem, w filmiku było powiedziane, że na kamieniach itd. można palić no ale mniejsza z tym. Po trzecie tacy z was maniacy i fanatycy a nawet o fajkę zadbać nie umiecie i wyraźnie nie umiecie jej nawet myć (pomijając wrzątek, bo na dobrej fajce wrzątek wrażenia nie robi).
Osobiście jakiś wspaniałych przygód nie miałem. Jedyne co to mi kokos spadł na plecak i mam kwadratową wypaloną dziurę.
Pihont, ja wiem, że tych melas nie dostanę, ale wybierając kogoś kto ma tak dobry prezent dostać, proszę Cię, wybieraj dobrze bo to co tu czytam w komentarzach powoduje u mnie zażenowanie.
W 100% się zgadzam! Brawo dla tego Pana!
No to…
Pewnego razu zaprosiłem kolegę na „shishe” i picie;). Zaczynamy rozpalać węgielki (na płycie ceramicznej),poszedłem z kolegom do półki z melaskami żeby coś zapakować w cybuch za jakieś 5 minut słyszę że coś strzeliło idę z kumplem zobaczyć co się stało,rozglądam się a tu patrze cała płyta ceramiczna pękła, więc szybko ściągam węgielki i wkładam je do popielniczki.Ze zdenerwowania poszliśmy się napić, za chwile czuję że coś się pali ale nie wiem co więc pijemy dalej. Kolega poszedł zapalić papierosa i woła mnie że blat jest cały popalony (pod popielniczką zostały dwie duże czarne plamy) , ja już zdenerwowany bardziej że co ja powiem starszym (rodzicom) że płyta mi pękła i blat się popalił. Skończąc pić, dzwonie do rodziców „(że jak gotowałem to płyta pękła no i jak garnek ściągnąłem i położyłem na blacie który się trochę przypalił)” i tak sobie myślę „Dobry kit nie jest zły”;). Tyle z tego wszystkiego dobrego że płyta była na gwarancji, a za blat musiałem zapłacić z własnej kieszeni:(. Taka przygoda jest do nie zapamiętania;p.
Była zima, ale nie taka jak ta w tym roku, bodajże dwa lata temu, było mnóstwo śniegu. Młodszy brat namówił mnie żebym mu pomógł przy budowie iglo w ogrodzie. Na początku podszedłem do tego niechętnie, ale po jakimś czasie tak się nakręciłem, że namówiłem kumpla do pomocy i przez 3 dni pracowaliśmy nad nim po kilka godzin. W końcu zajmowało pół ogrodu. Do środka trzeba było się wczołgać, a za zakrętem (żeby nie wiało) znajdowało się „pomieszczenie” z trzema dmuchanymi fotelami, podciągniętym światłem przez uszczelniony przedłużasz. Pewnego wieczora zebraliśmy się z kumplami, rozlokowaliśmy się w środku, zimne piwko już czekało wbite w ściany igloo, a na środku ona, sziszka z dzbanem zakopanym w śniegu. Myślałem, że w tak małym pomieszczeniu dym będzie się gromadził i po chwili będzie już „mleko”, ale nic z tych rzeczy. Można było tylko zauważyć, że ściany igloo czarnieją w niektórych miejscach
Jeżeli w tym roku też śnieg dopisze, to polecam wszystkim. Klimat niesamowity.
Moja ostatnia historia jest najdziwniejszą a zarazem najśmieszniejszą historią w moim życiu i właśnie dotyczy elementsa
.Wydarzyło się to w ostatnie święta bożego narodzenia.Razem z moją paczką znajomych lubimy palić sziszę kilka dni przed świętami chcieliśmy zrobić sobie taką mała wspólna wigilię.Zorganizowaliśmy miejsce (przypadło to na moje mieszkanie)
.Na naszym stole wigilijnym też miała znajdować się szisza więc aby zaskoczyć wszystkich kupiłem miesiąc przed melasę elementsa o nazwie Świąteczny Przysmak.Dwa dni przed wigilią wszyscy zebraliśmy się w moim domu i zaczęliśmy świętować.Każdy był zaskoczony idealnym smakiem i atmosferą zrobioną dzięki świątecznemu smakowi tytoniu.Impreza trwa, mieliśmy wszystko posprzątać przed przyjazdem moich rodziców.Chciałem pociągnąć świątecznego bucha gdy nagle za mocno pociągnąłem węża.Szisza razem z węglami leży na moim dywanie.Wszyscy wrośli w ziemie, nagle mój znajomy interweniował i wylał wodę na węgle by ugasić żar.Po uprzątnięciu sziszy z dywanu jej miejsce zastąpiła czarna dziura.Każdy główkował jak by to naprawić by nie było przypału.Wszyscy zaczęliśmy przemeblowanie mojego pokoju, po godzinie było wszystko ok spalona część została schowana przez przygniatające je biurko.Godzinę po imprezie przyjechali rodzice i zapytali się co tak ładnie pachnie i czy piekę pierniczki?Następnego dnia znaleźli dziurę i czekali na wyjaśnienie ja pokazałem im sziszę i tytoń.Czekałem na poważne rozmowy dotyczące palenia tytoniu i papierosów.Jednak zapytali się czy mogę w drugi dzień świąt gdy pojedziemy do babci przy wszystkich zorganizować świąteczne palenia sziszy.Ja oczywiście się zgodziłem i pokazałem rodzinie co to jest szisza, przekazałem im całą wiedzę na temat melas, tytoniu , kamyków shiazo i oczywiście sziszy.Jeden i drugi dziadek byli tak zaciekawieni że przy następnej wizycie chcieli zapalić jeszcze raz, a wujek kupił sobie Koufe.Te wydarzenie było tak dziwne że nawet bez śniegu poczułem rodzinna magię świąt.
12 potraw nie za bardzo świątecznych ale liczy się symbol
Witam.
Moja przygoda z shishą rozpoczęła się jakieś półtorej roku temu (na wakacjach). Wtedy też, na podczas grilla u kolegi zapaliłem pierwszy raz fajkę wodną. Był to najzwyklejszy pączek, węgiel samorozpałka, jakiś tytoń. Mimo skromnego zestawu, palenie shishy tak mnie zauroczyło, że postanowiłem w najbliższym czasie zakupić własną fajeczkę. Efekt potęgowało to, że wyprowadzałem się z domu na studia, „na swoje”, gdzie nikt mi głowy o palenie suszył nie będzie. Zbliżały się moje urodziny, współlokatorzy kupili mi shishę. Minęło trochę czasu, postanowiłem „pochwalić się” prezentem rodzicom. Spakowałem więc fajkę w plecak i przywiozłem ją na weekend do domu.
Postawiłem fajkę na stole (czarny Aladin Fatota), przygotowałem do palenia Al Sahir jagodę, usiadłem na kanapie i … i nadszedł czas na pytania.
A czy to bezpieczne, po co to się pali, czy to jakiś narkotyk nie jest itp.
Po krótkiej chwili i zapewnianiu, że to nawet tytoń nie jest (w domu nikt papierosów nie pali) dali się namówić na „bucha”.
Ojcu nie podeszło, dusiło go momentalnie, mama zaś zapaliła kilka razy, stwierdziła że „nawet to fajne”, ja dopaliłem fajeczkę do końca i wyszedłem z domu.
Po powrocie okazało się, że moja shisha była na skraju wyrzucenia, gdyż mama twierdziła, że się „naćpała” i była „na haju”. Dopiero po przedstawieniu jej kilku artykułów nt. fajki wodnej dotało do niej, że nic takiego nie miało miejsca, a jej stan był autosugestią.
Zapaliliśmy jeszcze raz, następnego dnia. O dziwo(!), tym razem żadnych objawów „naćpania” u mamy nie było. Spokojna o swoje dziecko (i zapewne o siebie), pozwoliła mi (Dziękuję!!!) zabrać shishę z powrotem. Od tego czasu wiele razy przywoziłem fajkę na weekend i paliliśmy razem różne herbale.
Chyba mogę powiedzieć, że udało mi się przeciągnąć mamę „to the other side”
Pozdrawiam wszystkich shisho-palaczy
Kiedy wyniki?:P
Dzisiaj
W takim razie wszyscy niecierpliwie czekamy.
Bedzie losowanie czy wybieranie najlepszych historii?:)
Wybrałem 13 sztuk
Kiedy będą wyniki???;p